- Tyle wilków- mówiłam cicho pod nosem - tyle istnień do ochrony - ciągnęłam - i ciągle nowi ... ja ... ja na prawdę potrzebuję kogoś do pomocy ... nie daję rady - po tych słowach zza krzaków coś zawyło pięknym, dziecięcym głosem. Podeszłam bliżej, w krzakach leżała mała wadera. Nie czekałam długo ,podniosłam dzieciątko ... było śliczne :
- Nazwę cię Lilith - postanowiłam. przytuliłam dzieciątko i szłam w stronę watahy, zza krzaków wyszła annie i powiedziała :
-
< Annie ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz